Owszem, przyłapałem się na gapieniu się na Lupherię. Była bardzo ładna, lecz nie to przyciągało mój wzrok. Miała na sobie bardzo dużo ran. Za dużo. Na szczęście z rozmyśleń wyrwała mnie Awyria.
- Hej Azaroth. Może chciałbyś się gdzieś przejść? - powiedziała z nadzieją w głosie.
- Wybacz Awyrio, nie mam dziś ochoty, może innym razem? - powiedziałem i uśmiechnąłem się niewinnie.
- No dobrze... - powiedziała i odeszła.
Szukałem wzrokiem Axarii lecz nigdzie jej nie dostrzegłem. Mój wzrok zatrzymał się na Lu i Semirze, podszedłem do nich.
- Semiro, Lupherio, widzieliście może Axarię? - zapytałem podchodząc do nich. Cały czas się śmiały, wyglądało na to, że dobrze się bawiły.
- Nie, a kogo to obchodzi?! - Semira wybuchnęła śmiechem.
No po prostu krew mnie zalała. Jak przywódczyni może tak mówić?
- Że co proszę? - powiedziałem do Semiry z złością.
- Słucham? - powiedziała żółta wilczyca.
- Jak możesz tak mówić?! Jesteś w końcu przywódczynią! A zauważyłem, że zamiast zajmować się swoimi sprawami, Ty cały czas spędzasz z Lupherią, faworyzując ją najbardziej z nas wszystkich! Jestem w tej watasze od jakiegoś czasu i mam wrażenie, że masz w głębokim poważaniu nas wszystkich, a czas spędzasz tylko z Lu! Czy tak powinna zachowywać się przywódczyni stada?! - krzyczałem tak, że chyba było mnie słychać w całym lesie, a gdy skończyłem, dyszałem jakbym przebywał pod wodą 5 minut. - A Ty Lu... - spojrzałem w stronę wilczycy. - Jesteś jej najlepszą przyjaciółką, czyż nie?! - wilczyca przytaknęła lekko głową. - Więc jak do cholery jasnej się zachowujesz wobec niej?! Ona Ci głowę wyleczyła gdy byłaś stratowana przez jelenia! A Ty co?! - rzuciłem im ostatnie spojrzenie pełne nienawiści i złości i wybiegłem z jaskini szukać Axarii. Pierwsze miejsce do jakiego zajrzałem był wodospad. I to był dobry pomysł. Wilczyca leżała na brzegu zamarzniętego jeziora i szlochała w ciszy. Podszedłem do niej bez zastanowienia. Gdy tylko usłyszała moje kroki, próbowała się uspokoić i wytrzeć łzy.
- Nie musisz się wstydzić łez. - wilczyca tylko odwróciła głowę nic nie mówiąc. - Hej, kochana, spokojnie, wygarnąłem im, że są okropne.
- Nie musiałeś... - wyszeptała wtulając się we mnie. - Zimno mi...
Przytuliłem ją do siebie i usłyszałem czyjeś kroki. Nie musiałem się bać. To była Lu z Semirą.
- Axario, chciałybyśmy Cię serdecznie przeprosić, zachowałyśmy się okropnie, wybacz nam, to się więcej nie powtórzy. - powiedziała Lu.
Błękitna wilczyca spojrzała na nie, zerwała się i podbiegła do nich tuląc je.
- Nie szkodzi... Tylko... Nie ignorujcie mnie więcej! - po czym rozpłakała się jeszcze bardziej, a z nią również Semira i Lu. Uśmiechnąłem się na ten widok. W pewnym momencie podleciała do mnie Corthia.
- Widzę, że wszystko się ułożyło dobrze. - powiedziała swoim słodkim głosem.
- Masz rację. Dziewczyny! - krzyknąłem do nich. - Chodźmy do jaskini, zimno dziś strasznie. - przytaknęły mi i razem poszliśmy do jaskini gdzie Awyria rozmawiała z Benim. Resztę dnia spędziliśmy wszyscy razem śmiejąc się i jedząc. Cały czas leżałem przy Axarii czując jak wtula się we mnie, a inni śmiali się, że się zakochała, na co reagowała lekką irytacją. Ale mi to nie przeszkadzało. Była naprawdę piękną wilczycą, heh, i nadal jest. Po jakimś czasie zasnęła wtulona we mnie. Zasnęliśmy tak razem. To był chyba dobry dzień.
Azaroth
sobota, 31 stycznia 2015
piątek, 30 stycznia 2015
#5
Zauważyłam, że Semira bardzo zaprzyjaźniła się z Lupherią. Codziennie rano wychodzą polować, a wracają dopiero po zmroku. Najczęściej spotykamy się tylko w porze jedzenia.
- Lu, co będziecie dzisiaj robić? - zapytałam z nadzieją, że zaproszą mnie do zabawy.
- Najpierw pójdziemy kąpać się w wodopoju, pobiegamy po lesie, a potem pooglądamy zachodzące słońce... Co ty na to, Semiro?
- Z chęcią pójdę z tobą! - zupełnie wykluczyły mnie z rozmowy i uradowane wybiegły z jaskini.
Dzień jak co dzień, można powiedzieć.
Jednak dzisiaj postanowiłam nie siedzieć w domu i wybrać się w końcu na górę ponad naszą jaskinią. Już od dawna planowałam zwiedzić to miejsce.
Zaczęłam wchodzić pod strome zbocze, co z początku nie było łatwe - cały czas się ześlizgiwałam. Później poszło już gładko, kamienie układały się w płaską ścieżkę prowadzącą na szczyt. Było już południe, kiedy dotarłam na samą górę. To przepiękne miejsce, bardzo lubię takie - mam idealny widok z góry na cały nasz las, wodopój i pobliskie jezioro, które znajduje się dokładnie pod górą, na dole. Dostrzegłam bawiące się przy wodopoju Semirę i Lupherię, ale szybko odwróciłam wzrok.
W jeziorku pięknie odbija się światło... Zaraz, czy tam coś pływa? To na pewno nie ryba, ale coś tam jest! Poczułam, że powinnam to sprawdzić.
Zbiegłam z góry, kilka razy się potykając. Serce mocno mi biło, bałam się, dlatego chciałam dobiec tam jak najszybciej. Kiedy znalazłam się już przy jeziorku, okazało się, że jest w nim wilk. Wyłowiłam go i położyłam na brzeg - na szczęście był tylko nieprzytomny. Pobiegłam szybko po zioła, które zdążyłam nazbierać i schować w jaskini.
- H-hej, co się dzieje...? - obudził się znienacka, kiedy próbowałam wybrać zioła nadające się do jedzenia, których nie trzeba najpierw topić w gorącej wodzie.
- Jestem Axaria. Chyba spadłeś z klifu, ale na szczęście wylądowałeś w jeziorku, więc nic poważnego się nie stało. Pamiętasz coś?
- Tak, pamiętam, jak się przewróciłem i spadałem, ale niczego innego nie pamiętam... Nazywam się Azaroth. Dziękuję, że mi pomogłaś...
- Nie dziękuj, każdy powinien pomóc w takiej sytuacji i ja...
- Axaria! Cześć! Nie jesteś w jaskini? - Lupheria podbiegła do nas razem z Semirą.
- Nie, nie jestem. Właśnie uratowałam tonącego wilka. A jak wam minął dzień? - zapytałam, przewracając oczami.
Były zdezorientowane, a ja byłam na nie trochę zła. Przecież widzą, że Azaroth jest w kiepskim stanie i ciężko mu nawet się poruszać (co zmieni się po mojej kuracji ziołami), a zadają głupie pytania.
- Nazywam się Semira, a to Lupheria. Pomożemy ci, jeżeli zechcesz dołączyć do watahy.
- I tak mu pomożemy! Co ty mówisz? - myślałam, że zaraz wybuchnę.
- Znaczy... Tak, powiedziałam coś innego niż myślałam, przepraszam - Semira próbowała poprawić sytuację.
- Nic nie szkodzi, z chęcią dołączę do watahy.
- A teraz zanieśmy go lepiej do jaskini, Axaria czyni cuda z ziołami, zaraz postawi cię na nogi - uśmiechnęła się przyjaźnie Lu.
Zdawało mi się, że odkąd przyszły, Azaroth jest cały czas w nią wlepiony. Cóż, nie dziwię się, Lu jest bardzo piękna, czego czasem jej zazdroszczę.
Do wieczora udało mi się poprawić samopoczucie nowego członka watahy, więc kiedy zachodziło już słońce, mogliśmy pokazać mu całe nasze terytorium.
Axaria
- Lu, co będziecie dzisiaj robić? - zapytałam z nadzieją, że zaproszą mnie do zabawy.
- Najpierw pójdziemy kąpać się w wodopoju, pobiegamy po lesie, a potem pooglądamy zachodzące słońce... Co ty na to, Semiro?
- Z chęcią pójdę z tobą! - zupełnie wykluczyły mnie z rozmowy i uradowane wybiegły z jaskini.
Dzień jak co dzień, można powiedzieć.
Jednak dzisiaj postanowiłam nie siedzieć w domu i wybrać się w końcu na górę ponad naszą jaskinią. Już od dawna planowałam zwiedzić to miejsce.
Zaczęłam wchodzić pod strome zbocze, co z początku nie było łatwe - cały czas się ześlizgiwałam. Później poszło już gładko, kamienie układały się w płaską ścieżkę prowadzącą na szczyt. Było już południe, kiedy dotarłam na samą górę. To przepiękne miejsce, bardzo lubię takie - mam idealny widok z góry na cały nasz las, wodopój i pobliskie jezioro, które znajduje się dokładnie pod górą, na dole. Dostrzegłam bawiące się przy wodopoju Semirę i Lupherię, ale szybko odwróciłam wzrok.
W jeziorku pięknie odbija się światło... Zaraz, czy tam coś pływa? To na pewno nie ryba, ale coś tam jest! Poczułam, że powinnam to sprawdzić.
Zbiegłam z góry, kilka razy się potykając. Serce mocno mi biło, bałam się, dlatego chciałam dobiec tam jak najszybciej. Kiedy znalazłam się już przy jeziorku, okazało się, że jest w nim wilk. Wyłowiłam go i położyłam na brzeg - na szczęście był tylko nieprzytomny. Pobiegłam szybko po zioła, które zdążyłam nazbierać i schować w jaskini.
- H-hej, co się dzieje...? - obudził się znienacka, kiedy próbowałam wybrać zioła nadające się do jedzenia, których nie trzeba najpierw topić w gorącej wodzie.
- Jestem Axaria. Chyba spadłeś z klifu, ale na szczęście wylądowałeś w jeziorku, więc nic poważnego się nie stało. Pamiętasz coś?
- Tak, pamiętam, jak się przewróciłem i spadałem, ale niczego innego nie pamiętam... Nazywam się Azaroth. Dziękuję, że mi pomogłaś...
- Nie dziękuj, każdy powinien pomóc w takiej sytuacji i ja...
- Axaria! Cześć! Nie jesteś w jaskini? - Lupheria podbiegła do nas razem z Semirą.
- Nie, nie jestem. Właśnie uratowałam tonącego wilka. A jak wam minął dzień? - zapytałam, przewracając oczami.
Były zdezorientowane, a ja byłam na nie trochę zła. Przecież widzą, że Azaroth jest w kiepskim stanie i ciężko mu nawet się poruszać (co zmieni się po mojej kuracji ziołami), a zadają głupie pytania.
- Nazywam się Semira, a to Lupheria. Pomożemy ci, jeżeli zechcesz dołączyć do watahy.
- I tak mu pomożemy! Co ty mówisz? - myślałam, że zaraz wybuchnę.
- Znaczy... Tak, powiedziałam coś innego niż myślałam, przepraszam - Semira próbowała poprawić sytuację.
- Nic nie szkodzi, z chęcią dołączę do watahy.
- A teraz zanieśmy go lepiej do jaskini, Axaria czyni cuda z ziołami, zaraz postawi cię na nogi - uśmiechnęła się przyjaźnie Lu.
Zdawało mi się, że odkąd przyszły, Azaroth jest cały czas w nią wlepiony. Cóż, nie dziwię się, Lu jest bardzo piękna, czego czasem jej zazdroszczę.
Do wieczora udało mi się poprawić samopoczucie nowego członka watahy, więc kiedy zachodziło już słońce, mogliśmy pokazać mu całe nasze terytorium.
Axaria
Subskrybuj:
Posty (Atom)