czwartek, 12 lutego 2015

#7

Szkoda, że Azaroth nie mógł wtedy wyjść na spacer. Był strasznie przystojny! Wyszłam z jaskini przejść się z Benim, żeby za dużo nie myśleć. Zima powoli ustępowała, śnieg się topił, a życie wracało do lasu. Gdzieniegdzie widziałam już kiełkujące roślinki, wiewiórki i inne małe gryzonie. Cieszyłam się niezmiernie i skierowałam w stronę fiołkowej polany. Było już prawie wiosennie, usiadłam przy niewielkim oczku wodnym i patrzyłam się w swoje odbicie. Nagle usłyszałam szloch. Jakby małej wilczycy, zaczęłam węszyć i skierowałam się powoli w stronę odgłosów płaczu, żeby jej nie wystraszyć. Zauważyłam niewielką chmurkę z której padał śnieg. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że chmurka była cały czas nad wilczycą, gdy się przemieszczała, i cały czas padał z niej śnieg. Wilczyca miała śnieżnobiałe futro z lodowo-błękitnymi kropkami i grzywą. Była śliczna, słodka i taka niewinna. Nie wyglądała na malutką wilczycę. Musiała mieć słodziutki głosik.
- Hej! Przepraszam, czy coś się stało? - zapytałam truchtając do niej.
- Nie! Zostaw mnie! Ja Ci nic nie zrobiłam! - krzyknęła i zerwała się biegnąc przed siebie.
- Nie! Stój! - krzyknęłam i pobiegłam za nią. - Nie chce Ci zrobić krzywdy! - krzyczałam doganiając ją powoli. Już prawie ją miałam, lecz nagle skręciła, a ja oglądając się za nią walnęłam w drzewo i straciłam przytomność. Nie wiem ile byłam nieprzytomna, ale gdy się obudziłam zobaczyłam nad głową przestraszony wzrok tej białej wilczycy.
- P-przepraszam! Błagam nie krzywdź mnie! - powiedziała chowając się za jakimś drzewem.
- Eh, spokojnie, nic się nie stało. Rozumiem Cię. Co się stało? Czemu płakałaś? - zapytałam uśmiechając się czule i kładąc się naprzeciw niej. Cofnęła się lekko, ale spojrzała mi w oczy. Były błękitne, lecz jakby puste.
- Zmarła bardzo ważna dla mnie wilczyca, traktowałam ją jak matkę, ona nauczyła mnie wszystkiego... A... A teraz jej nie... Nie ma... - powiedziała szlochając. Było mi jej bardzo szkoda. Podeszłam do niej powoli, a ona wtuliła się we mnie i płakała dalej, dopiero po dłuższym czasie się uspokoiła.
- Przepraszam... - powiedziała.
- Nie szkodzi, rozumiem Cię. Płacz jeśli chcesz.
- Już się wypłakałam, dziękuję.
- Pewnie nie masz gdzie się podziać, co?
- Czy ja wiem, pójdę pewnie poszukać jakiejś watahy.
- Ja należę do watahy! Chodź zaprowadzę Cię! Jest nas na razie mało, więc każdy wilk jest mile widziany! - aż podskoczyłam z radości. A ona się troszkę przestraszyła. - Oj, wybacz, mam na imię Awyria. A Ty?
- Aria.
Aria! Piękne imię! Uśmiechnęłam się do niej.
- Chodź, zaprowadzę Cię do naszej jaskini, ogrzejemy Cię.
- Nie potrzebuję, nie odczuwam zimna.
- O... Ciekawe.
Rozmawiałam z nią o różnych rzeczach. Dowiedziałam się kilku ciekawych faktów o niej. W wiosnę, lato i jesień, póki dostatecznie się nie ochłodzi pojawia, pojawia się nad nią chmura śniegu, która pada nim, żeby ją ochłodzić. Gorąco może ją zabić. Trochę się przeraziłam. Dowiedziałam się również, że jej pazury zrobione są z kryształu, chyba szafiru jeśli dobrze zapamiętałam. Gdy doszłyśmy na miejsce wzięłam Semirę na bok, a ją zaprosiłam do środka. Powiedziałam jej o tym co zaszło i zapytałam czy mogłaby dołączyć do naszej watahy.
- Oczywiście! Jeszcze się pytasz!
- Heh, wybacz...
- Oj, przestań, chodź, wracamy.
- Ok.
Gdy wróciłyśmy do jaskini, zobaczyłyśmy, że Aria i Axaria dobrze się dogadują. To dobrze, już lubię Arię, w końcu nie jestem jedyną, która jest nieśmiała i bojaźliwa.

Awyria

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz